Wszystko zaczęło się od prostego gestu i wielkiej idei. Gdy w 1223 roku św. Franciszek z Asyżu zorganizował w Greccio pierwszą żywą inscenizację Bożego Narodzenia, chciał jedynie przybliżyć ludziom tajemnicę narodzin Chrystusa.
Nie przypuszczał zapewne, że zapoczątkuje tradycję, która po wiekach rozkwitnie w tak oryginalnej, lokalnej formie - pod krakowskim niebem. Z czasem żłóbek obrósł w figury, dekoracje i opowieści, a jasełka stały się barwnym widowiskiem, w którym sacrum coraz śmielej spotykało się z codziennością.
W Polsce, a szczególnie w Krakowie, szopki zaczęły przyjmować własny charakter. Gdy w XVIII wieku - decyzją biskupa Teodora Czartoryskiego - zakazano wystawiania rozbudowanych przedstawień w kościołach, tradycja wyszła na ulice. To właśnie tam, w rękach rzemieślników, murarzy i artystów-amatorów, narodziła się szopka krakowska: fantastyczna wizja miasta, w której wieże Mariackie sąsiadują z kopułami Wawelu, a Betlejem ma rysy nadwiślańskiej metropolii. W XIX wieku Michał Ezenekier doprowadził tę formę do architektonicznej doskonałości, a w XX - konkursy organizowane od 1937 roku u stóp pomnika Adama Mickiewicza ocaliły tradycję przed zapomnieniem.


Dziś szopka krakowska jest symbolem Małopolski i zjawiskiem docenionym na świecie. W 2014 roku trafiła na krajową listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego, a cztery lata później – jako pierwsze polskie zjawisko – na reprezentatywną listę UNESCO. To dowód, że lokalna tradycja może mieć uniwersalną wartość.
Najlepszym miejscem, by się o tym przekonać, jest Pałac Krzysztofory przy Rynku Głównym 35. To tutaj Muzeum Krakowa, które opiekuje się tą piękną tradycją, prezentuje pokonkursową wystawę szopek krakowskich. Tegoroczna ekspozycja, po 83. konkursie, trwa do 1 marca 2026. W salach muzeum spotykają się setki miniaturowych budowli - od maleńkich, niemal jubilerskich form po imponujące, rozświetlone konstrukcje pełne ruchu i detalu. Wystawa jest nie tylko pokazem kunsztu, ale też opowieścią o ludziach i pasji, a plebiscyt publiczności pozwala każdemu zwiedzającemu stać się częścią tej tradycji.
Szopki nie kończą się jednak na muzealnych salach. Zimą wychodzą w miasto. Do 2 lutego, czyli święta Matki Bożej Gromnicznej, Kraków zamienia się w galerię pod gołym niebem. W ramach Miejskiego Szlaku Kulturowego „Wokół Szopki” można je odnaleźć w witrynach sklepów, hotelach, kawiarniach, na Rynku Głównym i Plantach. Nie ma jednej trasy - są za to dziesiątki małych odkryć i pretekstów do niespiesznych spacerów, także z przewodnikiem.


Kto chce zobaczyć szopki w jeszcze innym wymiarze, powinien wyruszyć poza miasto. W Staszkówce, w kościele pw. św. Wojciecha, od lat powstaje niezwykła, rozrastająca się z roku na rok szopka autorstwa Agaty i Zbigniewa Mroczków oraz ich dzieci. Setki mniejszych figur, kilkadziesiąt większych i 33 ruchome makiety tematyczne tworzą rozbudowaną opowieść, którą można oglądać do 2 lutego – w każdą niedzielę w godzinach 13–16.
W Szczyrzycu żywa szopka organizowana przez cystersów przyciąga nie tylko sceną narodzenia, ale i obecnością zwierząt - domowych i egzotycznych. Zaaranżowana w jednym z budynków gospodarczych, dostępna jest codziennie do 2 lutego, w godzinach 10–18. To miejsce, gdzie dzieci mogą doświadczyć bliskości natury, a dorośli – zwolnić i spojrzeć na świąteczną opowieść z innej perspektywy.
Jeszcze dalej, w Ptaszkowej koło Grybowa, czeka szopka, która po zmroku zamienia się w spektakl światła. Rozświetlona dziesiątkami tysięcy lampek, z żywymi zwierzętami, reniferem i biblijnymi motywami, czynna jest – zgodnie z wieloletnią tradycją – przez cały okres świąteczny, aż do 2 lutego. To przykład, jak lokalna inicjatywa potrafi połączyć religijną symbolikę z rozmachem i radością wspólnego świętowania.
Na koniec zostaje pytanie, które pojawia się niemal samo: czy nie warto spróbować stworzyć własnej szopki? Dla wielu krakowskich twórców wszystko zaczęło się od zachwytu – od wizyty na wystawie, od zimowego spaceru szlakiem szopek. Być może to właśnie takie spotkanie stanie się inspiracją także dla Was, by za rok stanąć pod pomnikiem Mickiewicza nie jako widz, lecz jako uczestnik kolejnego konkursu szopek krakowskich.
