Karolina i Piotrek mieszkają na Malcie i wspólnie wędrują po świecie. Wrażeniami dzielą się na profilu Rude i Czarne. Nam opowiadają o tym, jak to jest być podróżnikami na pełen etat.


Pamiętacie pierwszą wspólną podróż po której pomyśleliście: „to jest styl życia, którego chcemy więcej”?
Styl życia rozwijał się przez wiele lat, ewoluował tak jak i nasza działalność w sieci. Ale na pewno ogromnym przełomem była dla nas pierwsza wspólna wyprawa poza Europę w 2014 roku. Jeszcze jako studenci wyruszyliśmy w 6-tygodniową podróż po Ameryce Południowej. Ruszyliśmy z dwoma dużymi plecakami przez Brazylię, Argentynę, Chile, Boliwię i Peru. Chłonęliśmy wszystkimi zmysłami te miejsca i podczas podróży założyliśmy blog rudeiczarne.pl. Wtedy był to codzienny pamiętnik z podróży, prowadzony głównie dla naszych bliskich. Pisaliśmy jadąc nocnymi autobusami, nie mieliśmy jeszcze Instagrama, powolutku zaczynała się blogerska era na Facebook’u i nikt wtedy nawet nie pomyślał, że kiedyś będzie to styl życia.
Ale tamta podróż, ta wolność, mnóstwo wspaniałych przygód i doświadczeń utwierdziły nas w przekonaniu, że chcemy odkrywać świat - po swojemu, na własnych zasadach, bez biura podróży, wielkich grup, bez ściśle ułożonego planu. A przy tym niskobudżetowo. Dzisiaj jesteśmy już podróżnikami na pełen etat, z ponad 70 wspólnie odwiedzonymi krajami na liście, ale wszystko zaczęło się od podróży w 2014 roku.
Wasze treści mają w sobie dużo autentyczności i luzu. Od początku wiedzieliście, jak chcecie prowadzić social media?
Nasz styl ewoluował. Dzisiaj staramy się umieszczać jak najwięcej informacji praktycznych, wskazówek zebranych podczas podróży mogących ułatwić wędrówkę innym. Niezmiennie jednak staramy się pisać z serca, zawierać dużo subiektywnych spostrzeżeń i uświadamiać, że nie trzeba wydawać fortuny, by odkrywać świat. Staramy się też zawsze jak najszerzej zagłębić w dane miejsce – rozmawiając z lokalnymi mieszkańcami, słuchając ich historii, poznając ich kulturę, tradycje i dzieląc się tym z czytelnikami obalać wiele stereotypów. Bardzo zależy nam na tym, by szanować różnorodność i podchodzić do każdego zakątka świata z uważnością.
Podróże potrafią zarówno zbliżać ludzi, jak i wystawiać relacje na próbę. Czego nauczyły Was o Was samych jako parze?
Podróże i różne doświadczenia, sytuacje – niekiedy także nerwowe czy niebezpieczne – potrafią zweryfikować znajomości i relacje chyba nawet bardziej niż życie codzienne. Choć znamy się od dziecka, to właśnie czas spędzony w drodze pozwolił nam się poznać na wszystkich płaszczyznach i zweryfikować, jakimi jesteśmy ludźmi. Pozwolił nam także poznać siebie samych i dotrzeć się nawzajem. Wspaniale jest móc dzielić doświadczenia, wrażenia, obowiązki, obserwacje z drugą osobą. Podróże na pewno nauczyły nas odpowiedzialności – nie tylko za siebie, ale też właśnie za drugą osobę, planowanie, logistykę. Pokazały nam także nasze wzajemne granice, strefy komfortu, nauczyły słuchać i doceniać, jak ważna jest rozmowa.


Wasze przewodniki i materiały są bardzo konkretne i praktyczne. Jak wygląda proces tworzenia takich treści od kulis?
Wszyscy widzą jedynie efekt finalny – książkę czy ebooka, które stworzyliśmy, ale proces ich tworzenia jest bardzo długotrwały. Nie wyobrażamy sobie wydawać książki po jednej kilkudniowej czy kilkutygodniowej podróży. By przygotować taki przewodnik (a wydaliśmy dotąd o Malcie: „Malta – wyspa słońca i kolorów” oraz „Gozo i Comino – wyspy spokoju i błękitu”, województwie podkarpackim: „Podkarpackie do zobaczenia”, Rzymie: „Rzymbook” i regionie Lacjum: „Lacjumbook”), najpierw musimy dokładnie poznać to miejsce, przemierzyć je wzdłuż i wszerz o każdej porze roku i dnia. Zanim opisaliśmy Maltę – mieszkaliśmy na niej 6 lat, zanim opisaliśmy Rzym – byliśmy w nim kilkadziesiąt razy, a jedno z nas w nim mieszkało. Materiały zbieramy nie dzieląc się początkowo planami z czytelnikami, by móc w pełni skupić się na pracy w terenie. Robimy ogromny research i selekcję miejsc, odwiedzamy zabytki, wędrujemy szlakami górskimi, testujemy restauracje, noclegi, środki transportu... Każdy przewodnik to efekt minimum kilku miesięcy pracy, choć w praktyce każdy z nich powstawał mniej więcej 2 lata – najpierw podróże i zbieranie materiałów, później pisanie, praca nad zdjęciami, w międzyczasie powroty w te same miejsca, by sprawdzić, czy wszystko jest na swoim miejscu, wielokrotne czytanie tekstów, skład książek i ebooków, korekty, układ graficzny. Efekt finalny jest wisienką na torcie ogromnej pracy, którą wykonujemy w ciszy, w pełnym skupieniu i podporządkowując mu całe nasze życie w danym momencie.
Podczas podróży jesteście spontanicznymi odkrywcami czy jednak lubicie mieć plan i rozpiskę?
Bliżej nam do spontanicznych odkrywców. Zawsze przed podróżą mamy na mapie zaznaczone pinezkami miejsca, które chcemy zobaczyć. Ale nigdy nie mamy rozpiski dzień po dniu, gdzie planujemy po kolei być. Wyjeżdżając rezerwujemy tylko pierwszy nocleg, a dalej dajemy sobie luz i nie lubimy, gdy nas cokolwiek ogranicza. Bo w podróży często zdarzają się miejsca, w których wolimy zostać dłużej, czasem i takie, które ostatecznie okazują się mniej atrakcyjne. Czasem na miejscu trafimy na ciekawe wydarzenie lub jakiś mieszkaniec poleci nam lokalizację, o której nie słyszeliśmy i postanawiamy tam zajrzeć. Plan zabiera spontaniczność i wolność, a te sobie bardzo cenimy.
Jak bardzo social media zmieniły dziś samo podróżowanie? Da się jeszcze podróżować „offline”?
Jest to na pewno trudniejsze niż jeszcze kilka lat temu, szczególnie jeśli ktoś jest podróżnikiem „na etat”. I bywa to także męczące, o czym się mało mówi. Przygotowanie stories z jednego dnia podróży to tak naprawdę kilka godzin pracy, którą wykonuje się będąc w drodze, nie zawsze mając zasięg sieci, komfort pracy czy po prostu warunki, a czasem będąc po prostu zmęczonym po całym dniu. Dzisiaj coraz trudniej jest nam nadawać na bieżąco i raczej mamy kilka dni opóźnień w relacjach z podróży, by móc nacieszyć się danym miejscem, dogłębnie je pozwiedzać, ale też mieć energię na kolejne doświadczenia. Raz na kilka miesięcy robimy sobie także jedną podróż, w której jesteśmy offline. Nie zabieramy komputerów, nie robimy z niej relacji, powstaje tylko wpis na blogu i posty w mediach społecznościowych - na spokojnie, po powrocie. Potrzebujemy czasem takiej właśnie podróży, by móc się wyciszyć i nabrać nowej energii.


Co najbardziej lubicie w życiu na Malcie, a czego czasem Wam tam brakuje?
Nie sądziliśmy, że Malta nas tak wciągnie, bo początkowo planowaliśmy zostać tu przez rok. Tymczasem minęło nam już 9 lat życia na słonecznych wyspach. I to słońce ma największą moc, daje ogrom energii, dzięki której więcej się chce i człowiek ma inne nastawienie do życia. Uwielbiamy to, że świeci przez ponad 300 dni w roku, ale też maltański luz oraz życzliwość, otwartość. Uśmiech jest tutaj codziennością, tak jak i pozytywne nastawienie do życia – to bardzo wciąga. Choć to tak malutki kraj, Malta wciąż nie przestaje nas zachwycać dzięki swojemu bogactwu kulturowemu, historycznemu, różnorodności.
Jak każde miejsce na świecie – także Malta ma wady i braki. Brakuje nam na przykład czasem bujnych lasów i ich zapachu, kolorów jesieni, albo możliwości spontanicznej wyprawy samochodem gdzieś daleko. Pomimo tego na Malcie jesteśmy szczęśliwi i dopóki tak się tu czujemy – nie planujemy przeprowadzki.
Prowadzicie markę razem — jak dzielicie role między sobą? Kto częściej odpowiada za planowanie, a kto za kreatywne „idziemy w to”?
To troszkę odwołuje się też do naszej nazwy „rudeiczarne”. Ruda – ta bardziej spontaniczna, z milionem szalonych pomysłów i mottem „rzuć wszystko i ruszajmy w drogę, a potem się zobaczy” i Czarne – bardziej rozsądne, zorganizowane i próbujące ustawić te szalone pomysły w szeregu. To nie tylko kolory włosów, ale przede wszystkim dwa żywioły. Karolina najczęściej wpada na pomysł jakiegoś kierunku i oświadcza, że kupujemy bilety i jedziemy, albo po prostu kupuje w tajemnicy bilety i informuje, że jedziemy. A dalej ja (Piotrek) muszę to ustawić w sensowny sposób i zorganizować logistykę lub ostudzić wybuch fascynacji Karoliny. A jeśli chodzi o social media, to Karolina odpowiada za teksty, publikuje wszystkie materiały, nagrywa stories, wrzuca posty itd. Ja odpowiadam za wszystkie sprawy techniczne naszych platform, ale także zdjęcia, filmy i kwestie wizualne. I taki podział obowiązków świetnie nam się sprawdza.
