Zamiast odhaczać kolejne zabytki, czasem warto ruszyć w podróż tropem smaków, które od pokoleń są związane z konkretnymi miejscami. Małopolska doskonale nadaje się do takiej wyprawy.
Wystarczy kilka dni lub weekendów, by przekonać się, że region najlepiej poznaje się nie tylko oczami, ale także nosem i kubkami smakowymi. Obwarzanek prowadzi do Krakowa o świcie, fasola nad Dunajec, wino na słoneczne stoki Pogórza, jabłka do doliny Popradu, a oscypek na podhalańskie hale. Każdy z tych smaków opowiada inną historię i zachęca, by zjechać z głównych dróg.
Kraków o świcie
Pierwszy przystanek to Kraków. Najlepiej przyjechać tu wcześnie rano, zanim Rynek Główny wypełni się turystami. Dzień warto rozpocząć na Starym Kleparzu, gdzie Krakowianie kupują sezonowe owoce, warzywa, sery i pieczywo. Potem wystarczy przejść przez Planty, kupić jeszcze ciepły obwarzanek z jednego z charakterystycznych niebieskich wózków i usiąść na ławce z kubkiem kawy.
Miasto pachnie wtedy świeżym pieczywem, lipami i budzącymi się kawiarniami. Dopiero później warto ruszyć na Kazimierz albo Bulwary Wiślane. Kraków o poranku pokazuje swoje spokojniejsze, mniej oczywiste oblicze.


W cieniu wapiennych skał
Zaledwie kilkadziesiąt kilometrów dalej czeka zupełnie inny świat. Ojcowski Park Narodowy zachwyca wapiennymi skałami, cienistymi wąwozami i chłodem bijącym od potoku Prądnik. Spacer od Bramy Krakowskiej do Maczugi Herkulesa, a następnie w stronę zamku w Pieskowej Skale to jedna z najpiękniejszych tras na jednodniową wycieczkę z Krakowa.
Po kilku godzinach wędrówki warto zatrzymać się w jednej z lokalnych restauracji serwujących dania przygotowywane z regionalnych produktów. To idealne zwieńczenie wycieczki pośród zieleni, wapiennych skał i szumu płynącej wody.
Nad Dunajcem
Kolejny przystanek prowadzi nad Dunajec. Zakliczyn kojarzy się przede wszystkim z fasolą „Piękny Jaś”, ale byłoby szkoda zatrzymać się tylko na talerzu. Warto wspiąć się na wzgórze z ruinami zamku w Melsztynie, zajrzeć do jednej z pobliskich winnic albo pojechać na Jamną, skąd rozciągają się szerokie widoki na Pogórze.
To Małopolska spokojna, niespieszna i wciąż odkrywana przez wielu turystów. Latem pachnie dojrzewającym zbożem, ziołami i owocami z przydrożnych sadów, a regionalna kuchnia przypomina, że najprostsze składniki często smakują najlepiej.
Na winnym szlaku
Niewiele osób kojarzy Małopolskę z winem, a przecież okolice Tarnowa należą dziś do najciekawszych regionów winiarskich w Polsce. Na łagodnych wzgórzach Pogórza działa kilkadziesiąt winnic, z których wiele zaprasza gości na spacery między rzędami winorośli, degustacje i spotkania z właścicielami.
To okazja, by poznać ludzi z pasją odbudowujących dawne tradycje winiarskie regionu, a przy okazji nacieszyć oczy krajobrazem, który bardziej przypomina południe Europy niż stereotypowy obraz Polski.
Kraina suski sechlońskiej
Jeszcze bardziej kameralny charakter mają okolice Laskowej, Iwkowej, Łososiny Dolnej i Żegociny – kraina, z którą związana jest słynna suska sechlońska. W sezonie przy drogach pojawiają się stoiska z owocami, a w niewielkich sklepach można kupić suszone śliwki, powidła i inne lokalne przetwory. Warto połączyć taką kulinarną wyprawę z odwiedzeniem pobliskiej Lipnicy Murowanej, jednej z najpiękniejszych małopolskich miejscowości, znanej z drewnianego kościoła św. Leonarda wpisanego na Listę światowego dziedzictwa UNESCO.
To podróż, która przypomina, że największe atrakcje często kryją się z dala od najbardziej uczęszczanych tras.
Wśród łąckich sadów
Na południu regionu czeka Łącko – miejscowość od lat kojarzona z sadami. Latem wzgórza pokrywają się rzędami jabłoni, a okoliczne gospodarstwa kuszą świeżymi owocami, sokami i tradycyjnymi przetworami. To dobry punkt wypadowy do Starego Sącza, Rytra i Piwnicznej-Zdroju. Można połączyć spacer po zabytkowym rynku, przejażdżkę doliną Popradu i odpoczynek nad rzeką z odkrywaniem smaków, które od pokoleń są częścią tutejszego krajobrazu.
Nie trzeba się spieszyć – właśnie tutaj łatwo zrozumieć, dlaczego podróżowanie w rytmie slow ma tylu zwolenników.


Tam, gdzie pachną bacówki
Na zakończenie pozostaje Podhale, ale nie to znane z pocztówek. Zamiast zatłoczonych Krupówek warto wybrać Chochołów, Witów albo Dzianisz. Drewniane domy, spokojniejsze drogi i bacówki, z których unosi się zapach dymu, tworzą zupełnie inną atmosferę. W sezonie pasterskim można kupić oscypka lub bundz prosto u bacy, a czasem – jeśli trafimy na odpowiedni moment – zobaczyć, jak wygląda codzienna praca przy wyrobie serów. To doświadczenie znacznie bardziej autentyczne niż zakup pamiątki na zatłoczonym deptaku.
Potem warto ruszyć na spacer w stronę Doliny Chochołowskiej lub jednej z mniej uczęszczanych podhalańskich dolin i przekonać się, że smak sera, zapach świerkowych lasów i widok gór tworzą nierozerwalną całość.
Z wakacji często wracamy z setkami zdjęć, których później już prawie nie oglądamy. Znacznie trwalsze bywają wspomnienia chrupiącego obwarzanka zjedzonego na ławce, aromatu ziół unoszącego się w Dolinie Prądnika, smaku fasoli z Doliny Dunajca, słodyczy jabłka kupionego w przydrożnym sadzie czy oscypka nabytego prosto w bacówce.
Małopolska odwdzięcza się wspomnieniami, które zostają z nami na długo po zakończeniu wakacji i sprawiają, że z przyjemnością wracamy tu po kolejne historie – i kolejne smaki.
